Patrzę w lustro i widzę starą, smutną kobietę. Bez siwych włosów, z kompletem zębów, prawie bez zmarszczek, bez światła w oczach, z kamienną twarzą.
Nienawidzę takich wieczorów, a jest ich coraz więcej.
Muzyka, farby rozłożone na stole w kuchni, zapach kawy o 23, jeden kot drzemie w bujanym fotelu, drugi na moich kolanach. Brzmi miło prawda? No i jest. Samogwałtem.
Brakuje mi pomysłu na metaforę. Jak w krzywym zwierciadle, równie dobrze mogłabym malować w ciemnościach: i tak nie widzę kolorów. Wszystkie uśmiechy kojarzą mi się z fałszem lub bezrozumnym wykrzywieniem twarzy. Relacje międzyludzkie to smutna groteska.
Zauważyłam, że ludzie często ostentacyjnie negują rzeczy i wartości dla nich cenne, ale nieosiągalne lub pozornie nieosiągalne. Jakaś reakcja samoobronna, przeklinanie czegoś, czego nie można mieć, próby udowodnienia sobie, że wcale to nie jest nam "do szczęścia" potrzebne. I mówienie o tym na głos co gorsza: jak klątwę. A co jest do szczęścia potrzebne? Pieniądze? Udany seks? Atrakcyjny partner? Ślub przed trzydziestką? Kariera fotomodelki? Samochód?
Wkładając do jednego worka pojęcia materialne i abstrakcyjne zakładamy sobie na głowę worek z obłudy.
Konwenanse,
owijanie w bawełnę,
mydlenie oczu,
pozory,
taniec pozorów,
pół-prawda,
kłamstwo.
Niszczycielskie gry pozbawiające poczucia bezpieczeństwa, wiary w siebie i drugiego człowieka.
A życie jest tak cholernie krótkie.
- Mood:
Lonely - Listening to: arcana
- Drinking: nescafe
Previous Page12345...Next Page